Po pięciu latach demokratycznego "eksperymentu" w Myanmarze, armia przejęła władzę w poniedziałek w godzinach przedpołudniowych. Do południa większość polityków wraz z Aung San Suu Kyi zostało zaaresztowanych.
Puczem dyryguje naczelny dowódca wojsk Myanmaru Min Aung Hlaing, ktory oprócz władzy wykonawczej przejął również w swoje ręce sądownictwo.
Armia ogłosiła "tymczasowy", jednoroczny stan wyjątkowy i zablokowała telefony, internet oraz telewizję.
Czas na przejęcie władzy został wybrany bardzo dobrze, gdyż po pierwsze w oczach "postępowych" elit zachodnich, Aung San Suu Kyi utraciła swój "czar" ze względu na rozdmuchaną przez media sprawę muzułmańskiej mniejszości (Rohingya), po drugie ze względu na restrykcje i całą sytuację związaną z koronawirusem uwaga mediów i polityków skoncentrowana jest na pandemię.
Jak dotychczas przywódcy różnych krajów zachodnich poczynili symboliczne gesty "potępiające" pucz.