A poszło podobnie jak w rządzie Nowej Południowej Walii o zwierzęta. W NPW chodziło o prawa chroniące niedźwiadki koala a w Polsce o tak zwaną „Piątkę dla Zwierząt”. Rząd w Nowej Południowej Walii przetrwał, i politycy ustalili między sobą linie demarkacyjne.

Niestety w Polsce może być inaczej, co oznaczałoby przedwczesne wybory i prawdopodobnie upadek tak zwanej „Dobrej Zmiany”.

Agresywne wypowiedzi płyną głównie ze strony PiS, a Przedstawiciele Solidarnej Polski wydają się wygłaszać bardziej stonowane opinie.

Członek PiS Marek Suski  na antenie RMF FM:

“Na dziś koalicji nie ma i jesteśmy zdecydowani na rząd mniejszościowy”

„Nasi byli koalicjanci powinni pakować biurka (…) Natomiast co do byłych koalicjantów, bo można już mówić o byłych koalicjantach, to moim zdaniem ktoś, kto ma życzliwe spojrzenie dla okrucieństwa, nie powinien być ministrem sprawiedliwości”. (LINK)

Można mieć tylko nadzieję, że emocje opadną w poniedziałek.

Podobnie jak i w Nowej Południowej Walii oddanie władzy „upolitycznionym ekologom” na dłuższą metę oznaczać może tylko samobójstwo polityczne, gdyż baza konserwatywnego elektoratu to rolnicy a to waśnie w nich ustawy zmierzające do "poprawy losu" zwierząt uderzają.

Opinia anonimowego członka ZP:

„Ekologom” przyznano uprawnienia niemal policyjne. Już widzę tę armię aktywistów z Warszawy i innych dużych miast, jak chodzą po wsiach i robią łapanki na rolników. Przecież obróci się  to przeciwko prawicy. To nasz naturalny elektorat. Występowanie przeciwko niemu oznacza samobójstwo. (LINK)