Mark Brzeziński przyjedzie w sierpniu do Polski, i jesienią obejmie stanowisko ambasadora USA w Warszawie. A wbrew pozorom nie było to wcale takie proste. Otóż prawo polskie nie zezwala obywatelom polskim na obejmowanie stanowisk ambasadorów innych państw w Polsce.
Polski rząd oparł się tu na ustawie o polskim obywatelstwie, zgodnie z którą osoba, której jeden z rodziców jest obywatelem polskim, automatycznie otrzymuje również polskie obywatelstwo. Zbigniew Brzeziński był zaś obywatelem RP, gdy jako dziecko wyjechał ze swoim ojcem, dziadkiem Marka, na placówkę dyplomatyczną do Kanady.
Aby rozwiązać problem polski rząd poprosiłod Brzezińskiego, by przed przyjazdem do Polski oficjalnie poinformował prezydenta Andrzeja Dudę o zrzeczeniu się obywatelstwa. Departament Stanu USA uznał to za próbę poniżenia nowego ambasadora.
Nastał więc impas.
Aby rozwiązać problem, polski rząd się na pochodzącą z lat 60. umowę pomiędzy krajami socjalistycznymi o unikaniu podwójnego obywatelstwa. Przewidywała ona, że jeśli dziecko ma dwoje rodziców z dwóch różnych krajów bloku wschodniego, rodzice mogą wskazać dla niego jedno z dwojga obywatelstw. Jeśli tego nie zrobią, dziecko w wieku 18 lat automatycznie staje się obywatelem kraju, z którego pochodzi jego matka.
Mark Brzeziński urodził się w USA w czasie, gdy umowa o podwójnym obywatelstwie obowiązywała. Jego ojciec był w tym czasie obywatelem polskim, ale jego matka, żona Zbigniewa Brzezińskiego, była wówczas obywatelką Czechosłowacji. Ponieważ rodzice nie złożyli deklaracji w sprawie obywatelstwa ich potomka, w wieku 18 lat stał się on automatycznie obywatelem właśnie Czechosłowacji.