Anna Kosko, córka uwięzionej przez władze białoruskiej Ireny Biernackiej, obchodziła dzisiaj pierwszą miesięcznicę rozstania z matką, pikietując ze swoją rodziną w centrum Warszawy i przypominając przechodniom o dramatycznych wydarzeniach sprzed miesiąca, kiedy do aresztu śledczego „Waładarka” w Mińsku trafiło czworo członków Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi.
O akcji przypomnienia o tym, że prezes ZPB Andżelika Borys, prezes Oddziału ZPB w Lidzie Irena Biernacka, prezes Oddziału ZPB w Wołkowysku Maria Tiszkowska oraz członek Zarządu Głównego ZPB Andrzej Poczobut, zostali uwięzieni przez reżim dyktatorski Aleksandra Łukaszenki tylko za to, że są Polakami i ośmielali się to manifestować otwarcie, pielęgnując polskie tradycję, kulturę, dbając o przetrwanie wśród mieszkających na Białorusi Polaków znajomości języka ojczystego, a także przekazując kolejnym pokoleniom miejscowych Polaków wiedzę o polskiej historii, kształtując tym samym u młodego pokolenia właściwą, niezakłamaną przez postkomunistyczną propagandę, polską tożsamość narodową.
Za taką działalność, za którą każde państwo demokratyczne i rządzone przez oświeconych władców byłoby im wdzięczne, gdyż wzbogacają różnorodność kulturową społeczeństwa danego kraju, reżim zacofanego w swoim cywilizacyjnym rozwoju kołchozowego dyktatora Aleksandra Łukaszenki oskarżył liderów polskiej mniejszości na Białorusi o „rozpalanie waśni na tle narodowościowym, podżeganie do nienawiści”, a nawet o „rehabilitację nazizmu”.
Więzionym dokładnie od miesiąca w areszcie „Waładarka” Polakom grożą drakońskie wyroki od 5 do 12 lat pozbawienia wolności.
Anna Kosko córka uwięzionej Ireny Biernackiej i jej pikieta w Warszawie