Tak by wynikało jeśli przyjrzymy się karierze, amerykańskiej Żydówki Jessiki Krug. Jest ona zatrudniona przez osławiony już ze względu na swój „postępowy profil” politycznyi Uniwersytet Georgea Washingtona. Jej kariera akademicka najprawdopodobniej nie osiągnęłaby takich szczytów gdyby nie fakt, że od wczesnych dni swojej kariery podawała się za osobę czarnoskórą (efekty prawdopodobnie zainspirowane oryginalnie ciemnawą karnacją, zostały poprawione kreatywnym makijażem i fryzurami w stylu „afro”).

jessicakrugObecnie pani Krug, wylewa krokodylowe łzy i bije się publicznie w piersi ogłaszając wszem i wobec, że uczyniła bardzo źle (chociaż przecież chciała dobrze). Już sam przegląd tytułów „prac naukowych” pani Krug, wyjaśnia jej stanowisko akademicko-polityczne. Tak naprawdę to różnica między tymi dwoma na pozór sprzecznymi pojęciami zupełnie się w dzisiejszych czasach zatarła i to co polityczne to automatycznie jest uznane za akademickie i to na najwyższym poziome, pod warunkiem że zgadza się z jedynie słuszną i ustaloną przez ekspertów teorii krytycznej linią ideologiczną.
I tak „historyczne” prace pani Krug oscylują wokół koncepcji „innego” oraz „opresji” powodowanej istnieniem państw narodowych.

Niestety trzeba tu również wspomnieć, iż Jessica Krug nie zdecydowała się na nagłe wyznanie prawdy o swoim pochodzeniu z powodu poczucia winy i związanych z tym wyrzutów sumienia. Otóż, cytując oświadczenia jej kolegów uniwersyteckich, mistyfikacja pani Krug została zdemaskowana i to było przyczyną jej płaczliwego przyznania się do winy.